sobota, 1 stycznia 2011

Autre Ne Veut - czyli piosenka na rok 2011

Autre Ne Veut
Zawsze rano, Yin-yang przed wyjściem do pracy odpala TV, wrzuca MTV2 i czeka na tzw. piosenkę na dzień. Piosenka na dzień to oczywiście coś co poleci jako pierwsze (o ile nie będzie to Madam Giga) i zostanie w głowie na cały dzień. Naukowo nazywa się to efektem swędzenia mózgu, czyli jakiś rejon w mózgu "swędzi nas", a my go podświadomie "drapiemy" poprzez wielokrotne powtarzanie tej samej frazy. Wiadomo, że fajnie jeśli sam fakt drapania jest przyjemnym uczuciem. Jeśli drapiemy się po czymś co jest strasznym syfem, to odczucia są już dalekie od przyjemności. Dobrze zatem jeśli jest to fajny kawałek lub przynajmniej jakiś fragment wiersza, ale jeśli wkręca mi się Jingle Bells albo Gdzie są piniądze za las, to szlag mnie trafia i chce mi się rzygać. Wtedy najlepiej puścić sobie soundtrack z Dirty Dancing - po polsku oczywiście Wirujący Seks - gorzej już być nie może, ale po tym nie ma zawrotów głowy. Jestem odporny na ten film i soundtrack, bo, jak rodzice kupili video w 1991, to mieliśmy na VHS tylko jeden film - właśnie Dirty Dancing. Oglądałem go codziennie po szkole, przez rok, co daje jakieś 230 seansów. Teraz jakikolwiek element z tego filmu jest dla mnie jak herbata z bratków z cukrem - niby zdrowa, smakuje jak tynk, ale dobra na cerę i nie szkodzi na żołądek.

Wracając do tematu... Drapanie mózgu, w młodzieżowym slangu można nazwać "wkręcaniem się". Jeśli coś ci się wkręci, to ciągle to nucisz, śpiewasz lub powtarzasz w głowie. Nie mylmy tego z nerwicą natręctw, ale pewnie jest ona po części mega-eskalacją tego właśnie efektu (Show me all the blue prints, show me all the blueprints, show me all the blueprints mówił Leonardo w Aviator. Nie mylić za Avatarem - tam jedyna choroba to tłusty odcisk palca na okularach 3D).

W moim przypadku wkręt (czy tam drap) łapie mnie dość rzadko, ale w przypadku Autre Ne Veut stało się coś niezwykłego. Otóż albo ten gościu jest pierwszym co roznosi jakąś mózgową ospę przez Wi-fi, albo będzie wielki. Otóż jadąc na koncert do Warszawy, Michał zapuścił w aucie jego debiutancką płytę. Na początku pomyślałem, że to kolejny wanna be z USA, który utonie wraz z innymi Memory Tapesami czy popłuczynami (nienawidzę tego słowa, ale nie wiem jakie inne dać?) po Animal Collective. Jakieś dziwne wokale jakby gość miał gruźlicę, zatkany glutami nos i jeszcze krzywe zęby. W dodatku te teksty piosenek jakieś takie... z kibla. Przesłuchaliśmy płytę 3 razy i przerzuciliśmy się na coś innego. Następnego dnia rano, wstałem i w głowie tylko: "I'm emotional, I've got feelings in my heart that set me apart...". No to słucham jego płyty dalej i dalej. Dziś mijają 3 tygodnie od tamtej chwili i dalej o samo. Z drapania przeszedłem na jaranie się. No cóż... tego życzę również innym!

Miała być piosenka na dzień, no chociaż płyta na dzień..., ale na razie zapowiada się to płyta na 2011. Przynajmniej właśnie z takim swędzeniem w mózgu wszedłem w rok 2011. A zatem.. wszystkiego dobrego w 2011!

A ten.. a Was co swędzi w mózgu?

2 komentarze:

  1. Mię to:
    http://www.youtube.com/watch?v=b7i0ezQg2_4
    :))
    btw. to jedyna piosenka, przy której tańczę, o ile tańcem można nazwać podskakiwanie na kanapie połączone z wymachami rąk ;D
    /dee

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe. Faktycznie body moving zostaje w głowie nawet jak tylko przeczytasz tę frazę :)
    Tańcem teraz wszystko można nazwać.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.